Księga gości

Incydent bobrownicki w wojnie polsko - bolszewickiej

 

        W roku 1919 i początku 1920 wojna toczona z Rosją bolszewicką była dla mieszkańców powiatu lipnowskiego odległym konfliktem toczonym przez ledwo co odrodzone państwo polskie na jego dalekich kresach. Jednym z jego istotnych przejawów było dla nich powoływanie do wojska kolejnych roczników młodych mężczyzn, którzy po wcieleniu do oddziałów Wojska Polskiego walczyli z bolszewikami na całym rozległym froncie wojny polsko – bolszewickiej. Wkrótce jednak daleki konflikt zaczął się szybko przybliżać do Ziemi Dobrzyńskiej. Bolszewicy depczący po piętach wycofującym się Polakom chcieli powtórzyć słynny manewr Iwana I. Dybicza z 1794 r. i Iwana Paskiewicza z 1831 r.  polegający na przekroczenie Wisły na odcinku Modlin-Włocławek, oskrzydlenie sił polskich i zdobyciu Warszawy. W tym celu głównodowodzący wojsk sowieckich, Michaił Tuchaczewski podjął decyzję skierowania głównych sił na północ i zachód od Warszawy, aż po dolną Wisłę. Do wykonania tego zadania wyznaczony został III Korpus Kawalerii dowodzonej przez Gaja Byżyszkina. 11 sierpnia 1920 r. kawaleria bolszewicka zajęła Sierpc. Tam jej dowódca wydał rozkaz dowódcy 10 Dywizji Kawalerii Mikołajowi Tominowi aby wyruszyła ona o zmroku 13 sierpnia i do północy zajęła Lipno (10 dyw. kaw. liczyła: 3147 szabel i 27 karabinów maszynowych. Składała się z: 1. BK pod dowództwem Fondejewa (podzielonej na pułki kawalerii 55. i 56.), 2 BK pod Wasiljewem (57., 58.  i 60. pk), oddział 59. pk oraz złożony z 3 baterii (12 dział) dyon artylerii).

 

        Według rozkazu Tomin miał pozostawić w mieście 60 pułk kawalerii „w celu zapewnienia porządku wojennego” a z zresztą sił 14 sierpnia o świcie znaleźć się w Bobrownikach aby tam przeprawić się przez Wisłę „w sposób zaskakująco szybki”. Plan ten został wykonany. Lipno zostało zajęte i 14 sierpnia rano „piaszczystą i trudno przejezdną drogą” oddziały bolszewickie w sile 58 pułku kawalerii i artylerii dywizyjnej dotarła do Bobrownik gdzie według ich rozpoznania miały istnieć warunki do przeprawy przez Wisłę na jej kujawski brzeg. Tomin wraz sztabem 10 Dywizji Kawalerii zakwaterował się w Brzeźnie, wsi położonej w połowie drogi z Lipna do Bobrownik.

 

 

Rosyjscy kozacy z okresu I wojny światowej

 

Rosjanie po wkroczeniu do Bobrownik zajęli na potrzeby sztabu 58 pułku budynki gminy i sądu gminnego. Brak możliwości natychmiastowej przeprawy w przez Wisłę w Bobrownikach nieprzyjemnie ich zaskoczył, podobnie jak zniszczenie promu w Nieszawie. Do swojej dyspozycji mieli zaledwie kilka łodzi, na których zaledwie można było przerzucić przez rzekę kilka patroli. Pozycje artylerii rozstawili na „górach” czyli na skraju pradoliny Wisły wznoszącej się ponad osadą skąd rozpoczęto ostrzeliwanie linii kolejowej widocznej po drugiej stronie rzeki. Piechota nieprzyjaciela rozmieściła się wzdłuż prawego brzegu Wisły aż do wysokości wsi Rybitwy i rozpoczęła ostrzeliwanie z broni ręcznej wszystkiego co się poruszało na przeciwległym brzegu rzeki. 

 

       Mikołaj Tomin, dowódca 10 Dywizji Kawalerii, której oddziały 14 sierpnia 1920 r. zajęły Bobrowniki

 

        Tego samego dniu rano z Torunia w górę rzeki wyruszył holownik „Moniuszko” ciągnący za sobą dwie berlinki z materiałami wybuchowymi. Był to statek cywilny, nie opancerzony, doraźnie dla potrzeb wojska uzbrojony w cztery karabiny maszynowe i działko 37 mm. Moniuszko w okolicy Łachy Ciechocińskiej dogania holownik „Lubecki”, który płynął z dwiema berlinkami z zaopatrzeniem i mija go na wysokości Nieszawy. Nie bacząc na ostrzeżenia dozorcy nurtu o bolszewikach okopujących się w Bobrownikach, ppor. Pieszkański płynie dalej. W pobliżu Rybitw polscy marynarze dostrzegają grupę Rosjan, którzy krzyczą by statek przybił do prawego brzegu. Odpowiadają im seriami z karabinów maszynowych zabijając lub raniąc kilku z nich. Reszta wrogów salwuje się ucieczką. „Moniuszko” płynie dalej. Gdy dopływa do ruin bobrownickiego zamku dostaje się pod silny ogień bolszewickich kulomiotów. Porucznik Pieszkański wydaje rozkaz otwarcia ognia lecz bój jest nierówny. Bolszewicy ukryci są za grubymi murami zamku a „Moniuszko”znajduje się na otwartej rzece w miejscu, w którym ma ona zaledwie 400 m. szerokości. Zaraz na początku strzelaniny ranny w głowę i nogi zostaje kapitan statku 39 letni Józef Mizera. Trafiony, spada z mostku do Wisły i tonie. Ster przejmuje por. Pieszkański i prowadzi statek jednocześnie kierując ogniem. Ranni zostają palacz i dwóch marynarzy. Statek przeszyty kulami wroga poniżej linii wodnej zaczyna nabierać wody. Pieszkański kieruje go w stronę lewego brzegu rzeki, osadza na mieliźnie i rozkazuje by wszyscy opuścili statek polecając dodatkowo by marynarze zabrali ze sobą karabiny maszynowe z amunicją. Po usadowieniu się na brzegu Polacy kontynuują ostrzeliwanie wroga mimo, że dwóch marynarzy jest rannych: Aleksander Jenczelewski pięciokrotnie, Wojciech Pyszczyński dwukrotnie. W walce wyróżniają się dwaj marynarze: Plutonowy Lipecki i Kalinowski, który dwukrotnie pod kulami przedostaje się na „Moniuszkę” i przynosi ze statku amunicję. Po wyczerpaniu się amunicji porucznik Pieszkański wydaje rozkaz marynarzom aby odnaleźli oddziały polskie i powiadomili je o przeprawianiu się bolszewików przez Wisłę. Sam pozostaje by pomóc ukrytej za burtą statku podróżującej „Moniuszką” pannie Drozdowskiej wdrapać się na stromy brzeg rzeki. W trakcie tego zostaje ranny w obie nogi i nie może zupełnie iść. Poleca dziewczynie aby go zostawiła i ukryła się w zaroślach ponieważ Rosjanie zaczęli już przeprawiać się na łodziach w ich kierunku.

 

Porucznik marynarki wojennej Jerzy Pieszkański

 

       Widząc zbliżającego się wroga bohaterski porucznik oddaje jeszcze strzał z karabinu ale zaraz po tym zostaje zastrzelony a jego ciało przekłute bagnetami. Bolszewicy rozbiegają się po brzegu, nie zauważają panny Drozdowskiej i biorą do niewoli nieuzbrojonego podchorążego Widawskiego, którego zabrano na drugi brzeg Wisły do Brzeźna i tam w głównym sztabie 10 Dywizji Kawalerii przesłuchano. Żołnierze rosyjscy kontynuowali penetrowanie okolicy potyczki. Ruszyli w kierunku wsi Włoszyca po drodze zabierając konie z pastwisk lub zabierając je wprost ze stajni okolicznych gospodarzy. Jak stwierdzają świadkowie tych wydarzeń byli świetnymi jeźdźcami i popisywali się swoimi woltyżerskimi umiejętnościami.

 

 

       W czasie gdy trwał bój pod Bobrownikami około godziny 12 bolszewikom udało im się na wysokości wsi Rybitwy  opanować holownik „Lubecki”, który ciągną za sobą dwie berlinki z transportem darów amerykańskich. Zaskoczona ostrzałem z karabinów maszynowych i dział, otoczona łodziami nieprzyjaciela załoga statku dostała się do niewoli. Bolszewikom, nie udało się uruchomić „Lubeckiego”, który osiadł na mieliźnie zamierzali jednak wykorzystać berlinki jako doraźny prom służący przeprawie piechoty i artylerii na drugi brzeg Wisły. Ten początkowy sukces obrócił się w pewnym sensie przeciw żołnierzom sowieckim ponieważ po spożyciu przez nich amerykańskiego skondensowanego mleka znalezionego na berlinkach zapadli oni masowo na biegunkę i posądzali Polaków o jego celowe zatrucie.

 

Holownik "Lubecki"

 

       Nie był to jednak koniec wydarzeń, które rozegrały się w Bobrownikach. Kolejnym statkiem, który płynął  z Torunia w górę rzeki był monitor „Neptun”. Jego dowódca podporucznik Stefan Jacynicz poniżej Nieszawy ostrzeżony przez strażnika wodnego o wydarzeniach w Bobrownikach przycumował statek przy brzegu, zamaskował go gałęziami i zdemontował z niego dwa karabiny maszynowe. Spotkaną przygodnie ciężarówką przewiózł je w kierunku Bobrownik. Naprzeciwko miejsca gdzie bolszewicy zagarnęli berlinki z darami amerykańskim urządził stanowiska ogniowe i zaczął ostrzeliwać sowieckich żołnierzy. Niespodziewany atak wywołał wśród Rosjan popłoch, kilku z nich zginęło i odniosło rany a reszta w pośpiechu opuściła lewy brzeg rzeki. Pod ostrzał dostali się również mieszkańcy Bobrownik, których Bolszewicy zagnali do rozładowywania zdobytych berlinek. W wyniku ognia polskich karabinów maszynowych berlinki zostały uszkodzone. Po opanowaniu zamieszania Rosjanie sprowadzili swoje karabiny maszynowe i zaczęli załodze ppor. Jacynicza odstrzeliwać. Po ranieniu dwóch marynarzy i zużyciu amunicji dowódca „Neptuna” wycofał się, wrócił do statku i osadził go na mieliźnie w obawie, że mogą go przejąć wojska sowieckie. Marynarze ppor. Jacynicza ostrzeliwali bolszewików ok. 4 godziny, pomiędzy godziną 13 a 16.

 

Podporucznik marynarki wojennej Stefan Jacynicz, dowódca "Neptuna"

 

       Pomimo rozpaczliwych prób powstrzymania bolszewików na prawym brzegu Wisły udało im się szczupłymi siłami przeprawić się przez rzekę w Nieszawie. Oddział ten miał za zadanie wysadzenie w powietrze linii kolejowej Gdańsk – Warszawa. Zajął on Nieszawę i następnie dotarł w rejon wsi Odolion gdzie przystąpił do zniszczenia lokalnej linii kolejowej Aleksandrów Kujawski – Ciechocinek, którą bolszewicy wzięli za główną linię łączącą Gdańsk ze stolicą Polski. W dalszych działaniach przeszkodził im oddział wojska polskiego złożony z dwóch kompanii piechoty i półbaterii artylerii wysłane naprzeciw sowietom przez generała Hausera, komendanta Twierdzy Toruń powiadomionego o ich przeprawie przez Wisłę w Nieszawie. Oddział ten wysłany został z Torunia pociągiem składającym się z trzech wagonów. Pierwszy i trzeci był przystosowany do przewozu żołnierzy a na środkowej platformie umieszczono działo. Żołnierze po dotarciu do Odolionu zaatakowali Bolszewików i odrzucili ich do Wisły. Następnie wyparli ich z Nieszawy i zmusili do pośpiesznej przeprawy na prawy brzeg Wisły przy czym zatopiono kilka łodzi z bolszewickimi żołnierzami. Po tym sukcesie skład z żołnierzami pojechał do stacji w Wagańcu a następnie ruszył dalej i zatrzymał się na nasypie w parowie włoszyckim. Z tego miejsca obie walczące strony czyli bolszewicy znajdujący się w Bobrownikach i polscy żołnierze byli dla siebie dobrze widoczni mimo, dzieliło ich ok. 4 km. Rozpoczął się pojedynek artyleryjski. Polskie działo ostrzeliwało pozycje artylerii bolszewickiej rozłożone na „górach” bobrownickich a Rosjanie próbowali je zniszczyć. Ogień dział bolszewickich był jednak nieskuteczny. Pociski nie dolatywały do polskiej pozycji i czyniły tylko niewielkie szkody w miejscach zamieszkiwanych przez ludność cywilną. Wymiana ognia nie była zresztą zbyt intensywna ze względu na ograniczoną ilość amunicji, którą dysponowały obie walczące strony. Mimo to, kanonada artyleryjska spowodowała, że Bolszewicy znajdujący się we Włoszycy i okolicy obawiając się, że po niej nastąpi atak polskiej piechoty szybko opuścili kujawski brzeg Wisły i na łodziach bezpiecznie dotarli do Bobrownik.

 

       Prawdopodobnie już po wyparciu oddziałów rosyjskich za Wisłę przez kombinowany oddział z Torunia pozycje nad Wisłą zajęli żołnierze z dwóch kompanii batalionu zapasowego 28 pułku strzelców kaniowskich przywiezione do Nieszawy pociągiem. Ich żołnierzy podzielono na 20-30 osobowe grupy i wysyłając je na placówki do następujących nadwiślańskich wiosek: Gąbin, Kocia Górka, Wólne, naprzeciwko Bobrownik, w Ciechocinku, Słońsku i Wołuszewie.

 

       Dowódca III Korpusu Kawalerii Gaj Byżyszkin, który stacjonował we wsi Myszki pod Sierpcem wieczorem 14 sierpnia otrzymał meldunek o niepomyślnych próbach przekroczenia Wisły pod Bobrownikami i zrozumiał, że szybkie sforsowanie Wisły większymi siłami jest niemożliwe. Wobec tego wydał rozkaz Tominowi, dowódcy 10 Dywizji Kawalerii zgromadzenia z okolicznych wiosek wszelkich łodzi i materiałów do budowy tratew i zmuszenia ludności cywilnej do budowania dróg dojazdowych dla artylerii i taborów. Te przygotowania miały posłużyć do ponownej próby sforsowania rzeki. 15 sierpnia Gaj, który przybył do Lipna wydał kolejny rozkaz podporządkowujący 10 Dywizję Kawalerii dowódcy 15 Dywizji Kawalerii w celu wzmocnienia sił bolszewickich mających zaatakować Włocławek i zdobyć tamtejszy most na Wiśle.

 

 

Dowódca bolszewickiego III Korpusu Kawalerii Gaj Dmitriewicz Byżyszkin

        

       16 sierpnia Gaj Byżyszkin przybył do Bobrownik i rozkazał wymaszerować 10 DK w kierunku Włocławka. Tyłowe oddziały bolszewickie pozostały jednak w Bobrownikach i wycofały się z osady w kierunku Lipna dopiero 20 sierpnia. W czasie odwrotu stoczyły one tego samego dnia pomiędzy Brzeźnem a Lipnem zacięty bój, w wyniku którego wojsko polskie walczące w tym starciu poniosło duże straty zdobywając jednocześnie wielką zdobycz w jeńcach i materiałach wojennych.

 

"Porządki" bolszewickie w Bobrownikach

 

        Bolszewicy przebywali w Bobrownikach 7 dni. Jak wspomniano wyżej przybyli do osady sobotę 14 sierpnia rano. Mieszkańcy byli zaskoczeni ich pojawieniem się mimo, że dzień wcześniej Bobrowniki opuścili policjanci z miejscowego posterunku, którzy po otrzymaniu rozkazu ewakuowali się do Włocławka.

       Rosjanie od razu po przybyciu na kilku łodziach odebranych miejscowym mieszkańcom przeprawili się przez Wisłę i po dokonaniu zwiadu bez przeszkód powrócili z powrotem. Cała osada była dosłownie zapchana przez wojsko bolszewickie, które rozlokowało się po domach, stodołach i polach. Rosjanie twierdzili, że jest ich w Bobrownikach 4 tysiące.

 

      W niedzielę, 15 sierpnia po porannym nabożeństwie pod kościołem parafialnym Bolszewicy  zwołali wiec, na którym mówca ogłosił powstanie polskiej republiki sowieckiej. Zapowiedział zupełną swobodę i oznajmił, że wszystko jest wspólne a każdy lokator jest właścicielem swojego mieszkania. Miejscowego podsołtysa mianowali komisarzem zaznaczając, że do jego obowiązków należy dawanie ślubów co wzbudziło u mieszkańców Bobrownik ogromną wesołość. Ogłoszenie wspólnej własności spowodowało, że co biedniejsza ludność, komornicy i wyrobnicy zaczęli korzystać z cudzych pól i ogrodów wykopując ziemniaki i karmiąc w nich swoje kozy. W majątkach ziemskich znajdujących się na terenie gminy pracownicy folwarczni również dopuścili się również różnych nadużyć, w sprawie których policja z posterunku bobrownickiego prowadziła po wycofaniu się Bolszewików dochodzenia. Sowieci odebrali miejscowym gospodarzom wszystkie podwody i konie. Zarekwirowali również w całej okolicy zboże, które nakazali wymłócić i mleć w młynie bobrownickim. Uzyskaną w ten sposób mąkę wywozili z Bobrownik tłumacząc się, że u nich czyli w Rosji z powodu nieurodzaju zboża nie ma. W ten sposób gospodarze z Bobrowniki i okolicy pozostali bez koni i zboża. Miejscowym krawcowym bolszewiccy żołnierze naznosili mnóstwo najróżniejszych materiałów, od obić meblowych do bielizny pościelowej każąc sobie szyć z nich ubrania i koszule. Za szycie płacili bardzo osobliwie, jedna krawcowa otrzymała 250 sowieckich rubli a inna zaledwie dwie agrafki!

 

         Wojsko sowieckie opuściło Bobrowniki 20 sierpnia. Po dwóch dniach do osady powróciło kilku gospodarzy, których zabrali ze sobą. Uciekli oni od Bolszewików porzucając swoje konie i wozy. Opowiadali, że cała trasa wycofywania się  wojsk sowieckich usłana była trupami końskimi, które Bolszewicy uciekając katowali bez litości.  

 

 

 

 

Zygmunt Buller, ur. w 1899 r, mieszkaniec Bobrownik i dziadek autora, zmobilizowany w 1919 r. do WP, podczas wojny polsko - bolszewickiej służył w 51 pułku Strzelców Kresowych im. Giuseppe Garibaldiego, walczył na froncie w Ukrainie. Ranny w czasie działań wojennych.

 

       Wkrótce po zakończeniu działań wojennych do Bobrownik zaczęli powracać zdemobilizowani żołnierze, pierwsze pokolenie Polaków i bobrowniczan, którzy po odrodzeniu Rzeczpospolitej służyli w Wojsku Polskim. Spełnili oni godnie swój patriotyczny obowiązek obrony ojczyzny. Jeden z nich, Stanisław Strużyna kapral 55 pułku piechoty i późniejszy strażak w OSP Bobrowniki, powrócił do domu odznaczony Krzyżem Walecznych, który otrzymał za to, że:

 

„ Dnia 13. 10. 1920 r. w walce pod Kojdanowem wytrwał ze swoim kulomiotem na stanowisku do ostatka wstrzymując nieprzyjaciela przez co kompanii umożliwił wycofanie się z zagrożonej pozycji”.

 

       Jerzego Pieszkańskiego – dwudziestoletniego bohatera boju pod Bobrownikami pochowano początkowo w miejscu, na którym poległ, w okolicy wsi Mikorzyno, naprzeciwko Bobrownik a we wrześniu 1920 r. przeniesiono jego ciało do kwatery wojskowej cmentarza komunalnego we Włocławku. Za swoją postawę wobec wroga nadano mu pośmiertnie srebrny krzyż Virtuti Militari oraz awansowano na stopień porucznika marynarki. Na miejscu jego pierwszej mogiły do dzisiejszego dnia znajduje się pamiątkowy głaz, pod którym w rocznicę bitwy warszawskiej 15 sierpnia 1920 roku składane są kwiaty. We wrześniu 1920 r. podniesiono z dna Wisły również holownik "Moniszko", który po remoncie wraz z odszkodowaniem zwrócony został właścicielowi. Po Wiśle pływał on jeszcze długie lata aż do jego zezłomowania w 1952 r.

 

Miejsce śmierci i pierwszego pochówku por. Jerzego Pieszkańskiego

 

Napis na kamieniu pamiątkowym

 

 

       Drugi bohater sierpniowych wydarzeń pod Bobrownikami, bocznokołowy holownik Lubecki podniesiony został z mielizny. Po remoncie w Modlinie wrócił do pływania  i przetrwał kolejną, II wojnę światową i okres PRL. Obecnie znajduje się w stoczni rzecznej we Wrocławiu i jest przebudowywany na statek turystyczny. Być może w niedługim czasie znów wróci na Wisłę i z jego pokładu będzie można zobaczyć Bobrowniki i miejsca walk z Bolszewikami w 1920 r. 

 

 

Obecny wygląd holownika "Lubecki"

 

 

 

@W. Buller