Księga gości

Nowożytne dzieje bobrownickiego zamku

 

 

Sekularyzacja zakonu krzyżackiego w 1525 r. i hołd złożony królowi polskiemu Zygmuntowi Staremu przez jego ostatniego wielkiego mistrza Albrechta Hohenzollern ostatecznie zakończyła epokę wojen polsko – krzyżackich. Zamek w Bobrownikach utracił militarne znaczenie i zaczął spełniać wyłącznie rolę siedziby starosty i sądu. W zmienionych warunkach ewolucji podlegał też sam urząd starosty ziemi dobrzyńskiej. Z namiestnika królewskiego z pełnią władzy administracyjnej i wojskowej upodabnia się on do urzędu ziemskiego aczkolwiek jako urzędnik królewski zachował on funkcje administracyjne, policyjne i sądowe. W praktyce  starosta zlecał wykonywanie swoich funkcji mianowanym przez siebie urzędnikom: podstarościemu, burgrabiemu, sędziemu grodzkiemu.  Wszystkie te zjawiska miały wpływ na stan i kształt zamku bobrownickiego. Jego utrzymanie w dobrym stanie nie miało już pierwszorzędnego znaczenia militarnego i w związku z tym następowała powolna degradacja warowni pomimo prowadzonych na nim różnych prac budowlanych.

 

Jedną z większych zmian, dokonaną być może jeszcze w XVI w. była duża przebudowa głównego domu zamkowego. Nie znamy jego oryginalnego, gotyckiego kształty ale z rysunku Abrahama Boota z 1627 – 28 r. widać, że w jego elewacji od strony Wisły przebito bądź przerobiono  otwory okienne na prostokątne, nie znane w okresie gotyku a charakterystyczne dla architektury renesansowej.  Wykonano też w  piwnicach zamkowych sklepienia kolebkowe a także wykonano bliżej nie sprecyzowane prace tynkarskie. Niewele więcej wiadomo o kolejnych robotach budowlanych wykonanych za czasów kiedy starostą bobrownickim w latach 1553 – 1576 był Michał Działyński, były podkomorzy chełmiński. W lustracji zamku z 1576 r. wzmiankowana jest komnata przebudowana jego kosztem. Dodać tu trzeba, że lustracja ta nie odnotowuje uszkodzeń warowni tak więc sądzić można, że był w owym czasie w stosunkowo dobrym stanie. Jako ciekawostkę można tu przytoczyć, że lustracja owa jako jedyna wzmiankuje, że w głównym budynku zamkowym znajdowała się „izba królewska” a więc zapewne ta, w której zatrzymywał się król kiedy bywał w bobrownickim zamku.

 

 

Zamek w Bobrownikach, rys., z Dziennika Abrahama Boota, sekretarza poselstwa holenderskiego w Polsce, lata 1627-1628.

 

 

Stan budowli po kilku latach pogorszył się. Z lustracji z 1585 r. wiadomo, że most prowadzący do zamku zawalił się i wejść do niego można było tylko po drabinie. W budynku głównym na jego górnym piętrze lustratorzy odnotowali, że wschód (wejście) na nie jest w złym stanie a „sień wielka stołowiana (czyli sala jadalna) lada dzień obali”. Opisano też zły stan sali sądowej, w której „kozły się w pozałamywały i wierzch zły”. Również do kaplicy zamkowej nie było dobrego dostępu. Mimo, że ona sama była w dobrym stanie to lustratorzy dostali się do niej po drabinie.

 

Kolejne lata przyniosły pogorszenie stanu technicznego zamku, któremu starosta bobrownicki z lat 1604 – 1615 Dadźbóg Karnkowski starał się zaradzić przeprowadzając swoim kosztem prace budowlane, które „zamek bobrownicki dźwignęły”. W 1611 r. sejm powołał rewizorów, którzy mieli dokonać oględzin wykonanych robót i wycenić poniesione przez starostę Karnkowskiego koszty.

 

Niestety nie jest znany zakres tych prac jednak musiał być on dość ograniczony bowim kolejna lustracja zamku z 1616 notuje, że główny budynek zamkowy jest „wszystek pusty” a sam zamek:

 

wałem i murem wkoło obwiedziony, który jednak na wielu miejscach bardzo się porysował i cegły z fundamentu wywiedzione powypadały, a osobliwie od Wisły na dwu rogach do gruntu się rozwalił. Czemu jeśli się w czas nie zabieży, wkrótce upadnie bo prędkiej a znacznej potrzebuje naprawy.”

 

Mimo, że sejm Rzeczypospolitej w konstytucji z 1598 r. zezwolił na przeniesienie staroście ksiąg grodzkich do dworu wybudowanego na terenie folwarku starościńskiego położonego pomiędzy misteczkiem Bobrowniki a wsią holenderską Bógpomóż jak się wydaje przechowywane były one jednak na zamku, na którym funkcjonowała także kancelaria grodzka. Ponieważ stary budynek zamkowy nie nadawał się do użycia w oparciu południowy mur zamkowy starosta Michał Działyński (drugi bobrownicki starosta o tym imieniu i nazwisku) nakazał wymurować nowy, piętrowy budynek mieszczący na parterze izbę sądową i komnatę do przechowywania księg grodzkich. Na jego piętrze znajdowały się dwie izby i wejście do wieży „gdzie więźnie sadzają”. Naprzeciwko starego budynku zamkowego znajdował się również nowo wybudowany a w czasie lustracji z 1616 r. nie skończony parterowy budynek mieszczący kuchnię. Budynek ten jednak nie doczekał się ukończenia. Kolejna lustracja z 1636 r. stwierdza, że w jego miejscu:

 

„stoi mur bez drzwi i bez okien i nakrycia, niedobudowany”

 

Ta sama lustracja dokumentuje postępującą degradację warowni, którego kopiec na jakim jest on usadowiona „Wisła podbiera” a jego mury od strony rzeki są w takim stanie, że wkrótce się zawalą.

 

Szlachta dobrzyńska widząc w stanie zamku zagrożenie dla przechowywanych weń księgach grodzkich na sejmiku lipnowskim podjęła uchwałę zatwierdzoną następnie przez sejm w 1641 roku o jego restauracji. Celowi temu miał służyć specjalnie na ten cel uchwalony podatek, którym szlachta dobrzyńska dobrowolnie się obciążyła. Jak się wydaje do jakichś prac budowlanych w zamku bobrownickim w tym czasie rzeczywiście doszło jednak służyły one chyba jednak doraźnym naprawom a nie odbudowie całego zamczyska.

 

Okres wojny z lat 1655–1660 przyniósł kolejne zniszczenia bobrownickiemu zamkowi. O ile jego wcześniejsza degradacja spowodowana była działaniem sił przyrody i ludzkim zaniedbaniem to tym razem został celowo spalony wraz całym archiwum grodzkim przez Szwedów. Trudno dociec dlaczego podpalili oni w znacznym stopniu zrujnowaną warownię. Nie była on przecież obiektem militarnym i raczej nie mogła być punktem oporu zagrażającym najeżdźcy. Przypisać to zdarzenie można chyba jedynie barbarzyńskiej rządzy niszczenia z jaką Szwedzi pustoszyli tereny Rzeczpospolitej gdziekolwiek tylko stanęła stopa ich żołnierza.

 

Lustracja zamku z 1668 r. lakonicznie opisuje stan zamku po pożarze:

 

„forteca była obronna, lecz ją Szwedzi funditus ogniem zrujnowali, tylko mury wypalone po części stoją."

 

Mimo to jakieś zabudowania zamkowe używane były jeszcze na początku XVIII w. Lecz jego postępująca i niczym już nie powstrzymywana degradacja spowodowała, że po 100 latach od potopu lustracje z 1765 i 1789 r. opisują go jako rumowisko w pół opadłych i popękanych murów.

 

Pod koniec XVIII w. ruiny służyły jako rezerwuar materiału budowlanego. Prawdopodobnie to właśnie częściowo z cegieł i kamieni pozyskanych z zamku zbudowany został kościół parafialny w Bobrownikach ufundowany przez Kajetana Sierakowskiego, który w  latach 1779 – 1787 był przedostatnim starostą bobrownickim.

 

Niestety jedyne znane przedstawienie ruin bobrownickiego zamku z tego okresu, dzięki któremu można było by stwierdzić jaki był ich stan, a mianowicie akwarela z ok. 1795 r., której autorstwo przypisywane jest Karolowi  Albertiemu, i którą posiadał w swoich zbiorach jeszcze w 1912 r. znany historyk Aleksander Kraushar jak się zdaje nigdy nie została opublikowana i zaginęła.

 

Po II rozbiorze Rzeczpospolitej (1793 r.) ziemia dobrzyńska weszła w skład królestwa pruskiego. Władze pruskie początkowo zagwarantowały dzierżawcom dawnych dóbr królewskich, do których należało starostwo bobrownickie, że ich prawa do trzymanych tenut będą honorowane. Jednak po powstaniu kosciuszkowskim (1794 r.) i III rozbiorze królestwa polskiego (1795 r.) pod pretekstem braku lojalności polskich poddanych wobec króla Prus Fryderyka Wilhelma II dobra państwowe i kościelne rozczłonkowanej Rzeczpospolitej zostały na podstawie dekretu o inkamerancji w 1796 r. przejęte na rzecz królestwa pruskiego a następnie drogą sprzedaży i nadań trafiły w ręce pruskich włascicieli ziemskich. W ten sposób ruiny zamku bobrownickiego wraz z całym starostwem stały się dziedziczną własnością generała lejtnanta von Tempelhof, który następnie odsprzedał je Pawłowi Gottfriedowi Pohl. Prawa nowego właściciela także do ruin zamku nie były niczym ograniczone i mógł rozporządzać nimi według swojej woli.

 

Los zamków pokrzyżackich i królewskich oraz wież i murów obronnych w miastach znajdujących się na polskich terenach zagarniętych przez Prusy świadczy o tym, że Prusacy traktowali je wybitnie utylitarnie, dewastowali i pozyskiwali z nich materiał budowlany. Na szczęście nie spotkało to ruin bobrownickiego zamku, które przetrwały rządy pruskie i doczekały się w 1807 r. włączenia ziemi dobrzyńskiej do Księstwa Warszawskiego.

 

 

Mapa sytauacyjna miasteczka Bobrownikii z 1865 r. Ruiny zamku są położone jeszcze na brzegu Wisły

 

 

W literaturze dotyczącej bobrownickiego zamku  często napotkać można informację, że po utworzeniu w 1815 r. Królestwa Polskiego, jego władze wydały zgodę na rozbiórkę „rudery” zamku, z którego gruzów zbudowano następnie kilka zabudowań w Ciechocinku i Słońsku. Choć informacji tej nie można wykluczyć to wydaje się ona cokolwiek dziwną bowiem jeszcze w okresie Księstwa Warszawskiego Minister Skarbu reskryptem z dnia. 21. XII 1811 r. zabronił „łamania zamku starożytnego w mieście”.

 

Nad przestrzeganiem tego zakazu czuwał burmistrzowi Bobrownik. O tym, że był on egzekwowany świadczą wydarzenia, które zaszły w miasteczku 7 września 1816 r. Dnia tego burmistrz Wołkowicki przyjął do protokołu czyli przesłuchał pięciu ludzi, którzy poprzedniego dnia dostrzeżeni zostali przy rozbiórce murów zamkowych. Burmistrz zadał im pytanie „na jakim fundamencie i od kogo upoważnieni ważyli się rujnować pamiątkę starożytności”.

 

Wojciech Skulimowski, lat 44, zeznał, że dobywał cegłę z zamku starożytnego ,z rozkazu Szymańskiego, dzierżawcy starostwa bobrownickiego i wójta gminy bobrownickiej. Marcin Zerko oświadczył, że dobywał cegłę z zamku z pozwoleniem Pohla, dziedzica starostwa bobrownickiego, na podmurowanie garbami i kotlin. Maciej Skulimowski, lat 20, tłumaczył się podobnie jak Wojciech Skulimowski, Frydrych Szuman zeznał, że był posłany jako najemnik do dobywania cegły.

 

Nie wiadomo jaki był finał tej sprawy, świadczy ona jednak o tym, że już w pierwszych latach XIX ruiny zamku bobrownickiego znajdowały się pod opieką rządową i podlegały ochronie jako „pamiątka starożytności”. Skąd więc mogła wziąć się informacja, że później rząd Królestwa Polskiego wydał zgodę na rozbiórkę ruin trudno przypuścić i wydaje się ona dość niewiarygodna. Kolejnym śladem zainteresowania władz ruinami bobrownickiego zamku jest działalność podjęta z inicjatywy księcia Konstantego, namiestnika Królestwa Polskiego. Dekretem z dnia 29 I/10 II 1827 r. polecił on gen. Haukemu z Komisji Rządowej Wojny rozpoczęcie gromadzenia informacji i opisów "starożytnych zamków, obronnych warowni lub innych gmachów i pomników z dawnych czasów pozostałych". Raport z województwa płockiego opracowano już 20 IV 1827 r. Między innymi podawał on krótkie i niedokładne informacje o pozostałościach zamku w Bobrownikach.

 

 

 

Opis ruin zamku w Bobrownikach z "Pamiętnika historycznego płockiego", W. Hipolit Gawarecki, 1828 r.

 

 

Do pomysłu tego wrócono w latach 40 XIX w. W guberni płockiej inwentaryzację obiektów zabytkowych przeprowadzono w latach 1844, 1846 i 1851 lecz z jakichś trudnych do zrozumienia względów budowli bobrownickiej nie poświęcono należytej uwagi.

 

Kolejne lata, jak się zdaje już bez ingerencji ludzkiej przyniosły dalszą degradację starej warowni.  Zamek usytuowany pierwotnie na sztucznie usypanym kopcu na brzegu Wisły i oddzielony od stałego lądu fosą w skutek działania rzeki, która poszerzyła fosę znalazł się na wyspie wiślanej. Stało się to prawdopodobnie po 1865 r. bowiem plan sytuacyjny miasta z tego roku ukazuje ruiny jeszcze na brzegu Wisły.

 

Ówczesne władze, mimo, że zaborcze nie zapominały o bobrownickich ruinach. 4. XI. 1866 r. na wniosek Imperatorskiej Komisji Archeologicznej Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało polecenie ochrony pamiątek starożytności o czym powiadomiony został ówczesny burmistrz Bobrownik Myśliński.

 

Ruiny odwiedzali miłośnicy starożytności i artyści, którzy chętnie malowali romantyczne zamkowe rozwaliska. Jednym z nich był Oskar Flatt, który w książce „Brzegi Wisły od Warszawy do Ciechocinka” wydanej w 1854 r. umieścił następujący opis bobrownickich ruin:

 

„Za miastem, na wzgórzu piaszczystym, rozsiadł się kościotrup zamku, jak strzaskana lutnia barda, co nie dośpiewał pieśni minionych lat. Z całego zamku, który już w 1789 r. przedstawiał tylko porysowane, do pół opadłe mury, słabe dziś pozostały ślady: cała rudera dwie tworzy gruppy większe: jeden niby kopiec grobowy, druga niby arkada, łuk tryumfalny; to znowu jedna z owych licznych świątyń: Gdzie duchy mieszkać nie chcą, a ludzie nie śmieją....“

 

Nie obdarzeni poetyczną duszą ludzie nie obawiali się jednak bobrownickiego zamczyska bowiem kilka lat później w ruinach zbudowana została karczma, która jak można sądzić przeznaczona była do obsługi pasażerów korzystających ze statków rozwijającej się żeglugi wiślanej. Karczma ta przekształcona później w dom mieszkalny stała w ruinach zamku jeszcze w dwudziestoleciu miedzywojennym będąc ostatnim dziełem ludzkich rąk powstałym na tym terenie bobrownickiego zamku w czasie jego długiej historii.

 

 

 

Ruiny zamku w Bobrownikach, rysunek z albumu "Brzegiem Wisły", rys. Jan Olszewski, 1901 r. Na rysunku widoczna jest dawna karczma wspomniana w artykule.

 

 

W. Buller

 

 

Zobacz także:

Kto zbudował zamek w Bobrownikach?: czytaj dalej>>

Staropolskie lustracje bobrownickiego zamku: czytaj dalej>>

Starostwo w grodzkie w Bobrownikach: czytaj dalej>>