Księga gości

Jak w Bobrownikach z "czerwonym kurem" walczono

 

 

Tekst poniższy jest fragmentem książki o historii Ochotniczej Straży Pożarnej w Bobrownikach, która ukazała się w 2012 r. w 100 rocznicę jej powstania.

 

 

Pożarnictwo bobrownickie, tak jak i sama miejscowość, ma długie i bogate dzieje. Miasteczko a po odebraniu mu praw miejskich w 1867 r. osada Bobrowniki przez stulecia zabudowana była przeważnie drewnianymi budynkami krytymi słomą, położonymi blisko siebie i w związku z tym zagrożenie pożogą podobnie zresztą jak w większości miejscowości położonych na terenach Polski było w nim bardzo duże i nie dziwne jest, że niejednokrotnie nawiedzała Bobrowniki pożoga. W 1654 r. w miasteczku było jedynie 6 domów – „drugie wszystkie pogorzały” a przed rokiem 1789 w spaliła się większość budynków położonych w obrębie rynku. Zgorzałe budynki zostały wkrótce odbudowane lecz w całym miasteczku na 78 domów tylko dwa były pokryte dachówką a reszta słomą.

 

W latach istnienia I Rzeczypospolitej sprawy ochrony przed tym żywiołem regulowały tak zwane „porządki ogniowe”. W miastach były to uchwały rady miejskiej określające różne formy zabezpieczenia przed pożarami: przebieg akcji gaśniczej, sposoby alarmowania, zaopatrzenie miast w wodę, wyposażenie w sprzęt. Nakładały one na mieszkańców obowiązek uczestnictwa w akcji ratunkowej w razie wyniknięcia pożaru. „Porządki ogniowe” rozwijane i poprawiane obowiązywały w Rzeczpospolitej do końca XVIII w. czyli do momentu upadku polskiej państwowości kiedy to na ziemiach polskich rozczłonkowanych pomiędzy mocarstwa zaborcze zaczęły obowiązywać przepisy przeciwpożarowe ustanowione przez ich władze państwowe . Mimo tego walka z pożarami była nieskuteczna ponieważ oparta była na powszechnym w niej udziale ludności, która nie miała w tym względzie żadnego wyszkolenia i dysponującej jedynie podstawowym sprzętem przeciw pożarowym jak bosaki i wiadra.

 

W Bobrownikach po ich włączeniu po II rozbiorze Polski do Prus pomimo niedawnego pożaru, który zniszczył dużą część miasteczka wyposażenie w środki ochrony przeciw pożarowej było nad wyraz skromne. W 1793 r. na 73 domy i 46 stodół  w miasteczku było zaledwie 6 bosaków, dwie kufy (beczki) do wody, trzy studnie, jedna miejska i dwie prywatne. Nie było żadnej sikawki i jedynie drabin zaliczanych również do sprzętu przeciwpożarowego była dostateczna ilość bowiem było ich tyle co domów w mieście co wytłumaczyć można ich niezbędnością nie tyle jako sprzętu służącego do walki z ogniem o ile koniecznością posiadania ich w celach gospodarczych. Przypuścić można, że stan ten ulegał z czasem zmianie i zgodnie z zalecaniami władz stan wyposażenia miasta w sprzęt przeciwpożarowy poprawiał się. I tak na przykład w 1803 r. zakupiona została dla magazynu solnego, który egzystował w Bobrownikach gaśnica.

 

Próbę poprawy skuteczności walki z pożarami podjęto na ziemiach polskich w okresie Księstwa Warszawskiego. 9 maja 1810 r. Ministerium Policji wydało „Przepisy o sposobie zapobiegania pożarom oraz działaniu policji i mieszkańców przy gaszeniu ognia”, które dały podstawę dla organizacji samoobrony przeciwpożarowej, która od tej pory zaczęła intensywnie rozwijać się na terenach państwa.  W Bobrownikach, wówczas mieście rządowym,  w oparciu o przepisy Ministerium Policji  19 kwietnia 1811 r. rada miejska opracowała „Projekt do ratowania podczas pożaru ognia w mieście Bobrowniki, pow. Lipińskim, departamencie płockim.” W projekcie tym zapisano, że: „ci ludzie, którzy są wyznaczeni do pożaru ognia, mają swe znaki jak niżej wyszczególniono na kapeluszach lub czapkach”:

 

  1. Cieśle i murarze oznaczeni są na kapeluszach kokardą z wstążki zielonej.
  2. z bosakami oznaczeni kokardą z wstążki jasnoniebieskiej.
  3. z siekierami ręcznemi kokardami z wstążki białej,
  4. z sikawkami ręcznemi oznaczeni kokardami z wstążki czerwonej,
  5. z drabinkami na dach – kokardą z wstążki żółtej,
  6. z węborkami (wiadrami) – kokardą z wstążki oliwkowej,
  7. do wożenia wody – kokardą z wstążki różowej,
  8. dla baczności – kokardą z wstążki majowej.
 

Do udziału w gaszeniu ognia wyznaczono 114 mieszkańców Bobrownik, których imiona i nazwiska zapisano w projekcie.  Aby zachęcić członków w ten sposób utworzonej samoobrony przeciwpożarowej do aktywnego udziału w walce z pożogą rada miejska przewidziała dla „obywatela, który pierwszym będzie na placu pożarowym, nadgrodę pięciu talerów z kasy kamlaryjnej (miejskiej).

 

W tym samym czasie mieszkańcy Bobrownik dysponowali następującą ilością sprzętu przeciwpożarowego: sikawek obywatelskich drewnianych 88, drabin ogniowych obywatelskich 88, węborków skórzanych obywatelskich 88, takich samych węborków kamlaryjnych 5, kubłów okutych kamlaryjnych 2, takich samych kubłów obywatelskich 88 i siekier obywatelskich 88. W miasteczku były również 1 studnia publiczna i 10 prywatnych, z których można było czerpać wodę do gaszenia ognia.

 

W corocznych budżetach miasta Bobrowniki jeszcze od czasów, kiedy znajdowały się one w granicach państwa pruskiego, w prowincji Prusy Nowowschodnie (1793 – 1806) stałą pozycją były wydatki na „porządki ogniowe” czyli zakup i konserwację sprzętu przeciwpożarowego. Były to sumy niewielkie, np. w budżecie na lata 1805/1806 przewidziano na tę pozycję zaledwie 17 złotych polskich. Istotna zmiana w tym względzie zaszła w budżecie miasta na lata 1809/1810 bowiem rada miejska wraz z burmistrzem postanowiła przeznaczyć na porządki ogniowe 137 złotych i 28 groszy z przyczyny tey, że uznajemy (to) za konieczną potrzebę” . Tak duża zmiana nie znalazła aprobaty prefekta departamentu płockiego Rembielińskiego, który polecił zmniejszyć ją do kwoty 17 zł. czyli do jej wysokości z lat poprzednich.

 

Mimo, że sumy przeznaczone na cele profilaktyki przeciwpożarowej były niewygórowana magistrat miał trudności w egzekwowaniu pieniędzy na ten cel. Zaległości w tym względzie wobec kasy miejskiej sięgające jeszcze „czasów pruskich” w roku 1820 wynosiły 224 złote polskie. Nie dziwi więc, że kwoty przewidziane na utrzymanie porządków ogniowych były coraz mniejsze w budżecie miasta w tym samym 1820 roku wyniosły zaledwie 8 złotych i 27 groszy.

 

Po upadku Księstwa Warszawskiego i ustanowieniu w wyniku ustaleń kongresu wiedeńskiego (1814 – 1815) Królestwa Polskiego, autonomicznego państwa połączonego unią personalną z Cesarstwem Rosyjskim sprawy bezpieczeństwa przeciwpożarowego ponownie znalazły się w centrum uwagi władz państwowych.  15 VI 1819 r., na wniosek Komisji Spraw Wewnętrznych i Policji, namiestnik królewski gen. Józef Zajączek, wydał przepisy szczegółowe dotyczące „zaprowadzania narzędzi do gaszenia pożaru po miastach”. Przepisy te m. in. wprowadziły dla miast obowiązek zatrudnienia kominiarza, do którego należało w ramach profilaktyki przeciwpożarowej czyszczenie kominów i sprawdzanie ich stanu technicznego. Zarządzenie nakładało na miasta nakaz posiadanie narzędzi pożarniczych, za których utrzymanie odpowiedzialny był burmistrz, natomiast kontrolę sprawował komisarz obwodowy (powiatowy). Burmistrz był również odpowiedzialny za kierowanie akcją gaszenia ewentualnego pożaru a mieszkańcy miasta mieli obowiązek wykonywać jego polecenia w trakcie walki z pożogą.

 

Po wejściu w życie nowych przepisów w miastach województwa płockiego przeprowadzono rewizję sprzętu przeciwpożarowego . Ze sporządzonego 23 października 1823 r. przez Komisję Rządową Spraw Wewnętrznych i Duchownych „Wykazu narzędzi ogniowych woj. płockiego bydź winnych zaprowadzonych i do zaprowadzenia pozostałych na mocy szczególnych wiadomości ułożony”. W Bobrownikach według tego dokumentu dla istniejących tam 88 domach drewnianych „stosowanie do postanowienia JW X Namiestnika Królewskiego z d. 15 czerwca 1819” być powinno: drabin do dachów – 88, węborków drewnianych – 88, bosaków – 18, kubłów skórzanych – 9, sikawek ręcznych – 36, beczek do rozwożenia wody – 9, drabin zdolnych do przenoszenia – 9.

 

Według wykazu większość wymienionych narzędzi w Bobrownikach już była. Brakowało jedynie 9 beczek do rozwożenia wody, których nie sprawiono ponieważ: „biedni tego miasta mieszkańcy nie złożyli kompletnie składki (ogniowej). Mimo to „bezwzględnie zadysponowano sprawienie wspomnianych beczek”.

 

Istotnym składnikiem profilaktyki przeciw pożarowej i rekompensowania szkód wywołanych przez pożogę było ubezpieczenia budynków mieszkalnych i gospodarczych od strat wywołanych przez ogień.  Na ziemiach polskich pierwszą taką instytucją było „Towarzystwo Ogniowe dla Miast w Prusach Południowych”.  Ustawę, na podstawie której zostało ono powołane, podpisał w Poczdamie król pruski Fryderyk Wilhelm 21 kwietnia 1803 roku.  Zadaniem Towarzystwa zawartym w jego ordynacji było: „wspólne ponoszenie szkód z ognia pochodzących, niemniej przez wzgląd na utrzymanie dobrego bytu i sposobu życia mieszkańców miast: zabezpieczenia ich własności i pewne a śpieszne wykonać się mające wystawienie na nowo budynków całkiem przez pożar zniszczonych lub uszkodzonych pożarem”.

 

Towarzystwo to wprowadziło poza nielicznymi wyjątkami obowiązek ubezpieczenia budynków w miastach a ściąganie składek następowało w drodze egzekucji administracyjnej. Wybuch wojny prusko – francuskiej w 1806 r. i wkroczenie wojsk francuskich na tereny naszego kraju spowodowało wywiezienie przez Prusaków zasobów kasowych towarzystwa przez co stało się ono niewypłacalne i uległo likwidacji.

 

Po upadku panowania pruskiego na ziemiach polskich w 1807 roku w nowo utworzonym Księstwie Warszawskim powstało Towarzystwo Ogniowe dla Miast i Wsi. Jego działalność opierała się między innymi na następujących zasadach:

- dla ubezpieczeń wiejskich obowiązek został rozszerzony na wsie narodowe i królewskie; nie dotyczył zaś wsi prywatnych,

- po raz pierwszy zostały zróżnicowane stawki za ubezpieczenia budynków miejskich,

- zasięgiem swoim obejmowało cały obszar Księstwa Warszawskiego.

 

Klęska Napoleona i związany z tym upadek Księstwa Warszawskiego przyniosła kolejną reorganizację pożarowych instytucji ubezpieczeniowych na ziemiach polskich. W 1815 roku po utworzeniu Królestwa Polskiego na podstawie dekretu cara Aleksandra I wydane zostało postanowienie namiestnika Królewskiego w Radzie Stanu generała Józefa Zajączka z dnia 18.07.1816 roku regulujące sprawy ubezpieczeń ogniowych i powołujące Ogólne Towarzystwo Ogniowe dla Miast w Królestwie Polskim.

 

1.01.1817 roku ustanowiono Dyrekcję Generalna Towarzystwa przy Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji. Do tego Towarzystwa mają obowiązek należeć wszystkie miasta, które należały do dawnego Towarzystwa a także dobra Rządowe i Instytutowe.

 

W roku 1833 Dyrekcja Generalna powołuje nowe Towarzystwo Ubezpieczeń od Ognia Nieruchomości. W ten sposób zakres ubezpieczeń rozszerzony został między innymi na maszyny rolnicze, urządzenia młynów i olejarni, zboże w snopach i ziarnie jak również zwierzęta gospodarskie. Ubezpieczenia te objęły również maszyny i urządzenia fabryczne.

 

Ukazem cara Mikołaja I w 1843 roku Generalna Dyrekcja została przekształcona w Dyrekcję Ubezpieczeń działającą pod nadzorem władz rządowych.

 

Działalność Dyrekcji Ubezpieczeń nie ograniczała się jedynie do ubezpieczanie budynków od ognia i wypłacania odszkodowań za szkody przezeń wyrządzone. Z jego funduszów w ramach profilaktyki przeciwpożarowej finansowano w całości lub częściowo zakup sprzętu mającego służyć do walki z ogniem a także jego naprawę w razie gdyby został on uszkodzony w trakcie akcji ratowniczej. Także ówczesne władze żywo interesowały się stanem i ilością „narzędzi ogniowych” obligując magistraty miast rządowych do utrzymywanie ich w należytym stanie i dokonywanie zakupu nowych.

 

W 1845 r. rząd Guberni Płockiej informował Komisję Rządową Spraw Wewnętrznych i Duchownych (KRSWiD), że w mieście Bobrowniki nie ma sikawki wężowej a także, że: „/…/ nie ma miasto na nią funduszu, udzielenie pożyczki na nią nawet na 10 lat nie daje rękojmi zwrotu ze względu na ubóstwo mieszkańców a jedna sikawka na miasto to zbyt mało.” Mimo to władze poszukiwały środków na ten cel i 15 I 1847 r. naczelnik powiatu lipnowskiego wysłał do ówczesnego burmistrza Bobrownik Dionizego Suryna pytając go jakie zostały zgromadzone fundusze w Dyrekcji Ubezpieczeń mające posłużyć do kupna sikawek.

 

Kilka lat później w 1853 r. rząd gubernialny ponownie zajął się sprawą narzędzi ogniowych w Bobrownikach. Do KRSWiD wysłano auszlag czyli kosztorys na nowego nowych i reperację starego sprzętu przeciwpożarowego. Przewidywał on budowę szopy na narzędzia oraz sprawienie nowych beczek do przewożenia wody. Początkowo urzędnicy KRSWiD wykreślili z kosztorysu kwoty przeznaczone na zakup beczek ponieważ: „zaopatrzenie miast sikawkami do Dyrekcji Ubezpieczeń należy”. Jedna na posiedzeniu Rady Budowlanej postanowiono ten punkt kosztorysu przywrócić przeznaczając na budowę szopy 110 rubli srebrnych i 43 kopiejki a na sprawienie 4 beczek pożarowych na kołach 80 rubli srebrnych. Kosztorys w tym kształcie zatwierdzony został przez władze a fundusze na to przedsięwzięcie miały pochodzić z depozytu Bobrownik znajdującego się w Banku Polskim wynoszącego 795 r. s. Także w budżecie miasta na lata 1853/1855 wpisano na ten cel sumę  r. s. 26 i 11,5 kopiejki rocznie.

 

KRSWiD zatwierdziła kosztorys w tym kształcie i magistrat Bobrownik ogłosił na wykonanie beczek przetarg, które wygrał rzemieślnik mieszkający w miasteczku, Józef Lamparski. W sierpniu 1854 r. beczki były już gotowe i odebrano je od Lamparskiego wypłacając mu należność za ich wykonanie. Ponieważ w kasie miejskiej nie było „gotowizny” czyli gotówki na ten cel rząd guberni płockiej zwrócił się do KRSWiD o zgodę na wypłatę sumy r. s. 195 i 84 kopiejki na pokrycie kosztów budowy szopy i beczek z remanentu kasowego miasta Bobrowniki znajdującego się w Banku Polskim co też się i stało.

 

Z „Protokołu Rewizji Narzędzi Ogniowych” sporządzonego w styczniu 1859 r. znamy jest opis nowo zbudowanej szopy i beczek na wodę: „/…/ szopa ta jest z drzewa rżniętego, na podmurowaniu, wewnątrz wybrukowana, dach kleńcami drewnianymi kryty, zamknięcie należyte/…/ Beczki zaś do rozwożenia wody dobrymi obręczami skute na kołach, zielono pomalowane, w liczbie sztuk 4 /…/”.

 

Szopa na „narzędzia ogniowe” służyła mieszkańcom Bobrownik długie lata i została rozebrana w okresie I wojny światowej.

 

W tym samym czasie Dyrekcja Ubezpieczeń w piśmie z 18 VII 1854 r. przedstawiła KRSWiD potrzebę zakupienia dwóch sikawek wężowych, jednej dla powiatowego Lipna a drugiej dla Bobrownik. Zapłacić miano za nie z funduszów miejskich. Sprawę tę podjął w roku następnym rząd guberni płockiej, który sugerował KRSWiD aby dla Lipna, które w tym czasie miało 150 domów zakupiono sikawkę większego a dla Bobrownik, w których domów było 78 sikawkę mniejszego kalibru. Następnie za pośrednictwem naczelnika powiatu lipnowskiego władze guberni osobnym pismem poinformowały burmistrza Bobrownik Marcelego Webera w jakich miejscach i za jaką cenę można nabyć gotowe już sikawki.

 

30 marca 1857 r. do Bobrownik przybył urzędnik, „budowniczy powiatu lipnowskiego”, któremu w trakcie narady z burmistrz Weber i ławnicy honorowi Duszyński i Okoński zgodnie oświadczyli, że:

 

/„/…/ już od dawna okazała się potrzeba koniecznego sprawienia brakującej dotychczas w mieście tutejszym sikawki małego kalibru a to z tego względu, że miasto Bobrowniki posiada dymów 91, samych tylko parterowych – że ma już nowo pobudowaną szopę do narzędzi ogniowych – że domy takowe po większej części drewniane nie mają środka od ratowania w czasie pożaru – gdyż jakkolwiek jedna sikawka znajduje się przy magazynie solnym tu będącym jednakże z przyczyny zbyt wielkiej odległości od domów rzadko kiedy późną już pomoc przynosi /….

 

Sprawę zakupu sikawek dla obu miast ostatecznie zaaprobowano natomiast problemem stało się ich dostarczenie do miejsc przeznaczenia. Nie chciała się tego podjąć ani Dyrekcja Ubezpieczeń ani tym bardziej warszawska „fabryka braci Ewans, Lilpop” , w której w 1857 r. zamówiono obie sikawki.

 

Ostatecznie zostały one dostarczone do Płocka a stamtąd odebrał je w marcu 1859 r. i dostarczył do Bobrownik miejski policjant Walenty Śmigielski. Sikawkę dla Lipna z Bobrownik przewiózł na miejsce przeznaczenia burmistrz Marceli Weber. Ostateczny koszt „sprawienia” sikawki dla miasta wyniósł wraz z dostawą 124 ruble i 50 kopiejek.

 

W trakcie trwania procesu zakupu „sikawki wężowej małego kalibru” dla Bobrownik doszło do wydarzenia, które uświadomiło zapewne władzom guberni i Królestwa Polskiego jak w istocie niewielkimi środkami gaśniczymi dysponowało w tym czasie miasto. Latem 1858 r. w lasach miejskich doszło do pożaru, o którym referent leśny KRSWiD Aleksandrowicz napisał w sporządzonym 1 listopada 1858 r. w Bobrownikach raporcie:

 

„/…/Rzadko zdarza się widzieć podobne zniszczenie lasu przez pożar, który w przeciągu 6 godzin od 10 z rana do 4 po południu, pomimo, że zaraz spostrzeżony, był gaszony, ogarnąwszy 800 morgów przestrzeni, przy burzliwym wichrze górą idąc po wierzchołkach drzew i razem po ziemi, takie spustoszenie sprawił, że tylko gdzieniegdzie pojedyncze drzewa po haliznach, w małej liczbie ocalały. Ratunek był prędki i czynny ale gwałtowność ognia była tak wielką, że ludzie zajęci gaszeniem jego stawając pod wiatr chociaż z daleka, zaledwie ujść mogli z życiem na poboczny brzeg pożaru. /…/ straszliwy ten potok (ognia) prędko rozszerzywszy się, przerażający przedstawiał widok, który postrzeżony o dwie mile w Lipnie sprowadził tu natychmiast Naczelnika Powiatu z pomocą ale wszelki ratunek był niepodobny do przecięcia postępu ogniowi podniecanego upałem słonecznym, którego chmury dymu wiatrem pędzone, dochodziły aż do miasta Dobrzynia nad Drwęcą o 7 mil ztąd położonego, i gdyby szczęściem deszcz spadły po południu nie zalał tego morza ognia byłyby spalone wszystkie lasy dalsze tak Rządowe jako i prywatne, w tym kierunku łącznie ciągnące się aż do Pruskiej granicy.”

 

Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych i Duchownych powiadomiona o rozmiarach kataklizmu wysłały do Bobrownik referenta leśnego Benedykta Aleksandrowicza (1796 – 1881), wybitnego urzędnika, specjalisty od spraw leśnych aby po stwierdzeniu skali zniszczenia lasu urządził go zgodnie z zasadami nowoczesnej gospodarki leśnej. Aleksandrowicz w związku z tym przebywał w Bobrownikach parę miesięcy i zgodnie z zaleceniami władz napisał kilka raportów szeroko ukazujących miasteczko na przełomie lat 1858/1859. Dokonał też w styczniu 1859 r. na polecenie KRSWiD kontroli narzędzi ogniowych znajdujących się w Bobrownikach, z której spisał protokół poniżej przytoczony w całości:

 

Działo się w Mieście Bobrownikach

dnia 11/23 Stycznia 1859 roku

 

Protokół

Rewizyi Narzędzi Ogniowych

 

W wykonaniu polecenia Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych z daty 30/12 września/października 1858 N 19190/38303 podpisany Referent Leśny teyże Kommissyi Rządowej przystąpiwszy do rewizji Narzędzi Ogniowych w Mieście Bobrownikach znajdujących się znalazł takowe w stanie następującym:

Miasto tutejsze ma Domów 88 a najwyższe zabudowanie jest wysokości łokci 17.

Podług postanowienia J. O. Księcia Namiestnika Królestwa z dnia 15 czerwca 1819. Miasto Bobrowniki posiadać powinno.

a) Każdy dom mieć powinien Drabinę na dachu

b) Każdy dom mieć powinien węborek drewniany do noszenia wody kosztem posesora domu sprawiony i utrzymywany –

c) Każde 10 domów mieć mają sprawione kosztem ich właścicieli: dwa bosaki, jeden kubeł skórzany lub słomiany lakierowany, cztery sikawki ręczne, jedną beczkę sposobną do rozwożenia wody, oraz drabinę do przenoszenia zdatną –

Wedle więc powołanego postanowienia Miasto tutejsze mieć powinno:

ad a) Drabin 88 -

ad b)Węborków drewnianych 88.

ad c) Bosaków 18, kybełków skórzanych 9, sikawek ręcznych 36. Beczek do rozwożenia wody 9 -

oraz drabin przenośnych 9 –

 

Przy odbyciu zaś w dniu dzisiejszym nadzwyczajnej rewizji okazało się: iż w Mieście tutejszem każdy z właścicieli domów posiada drabinę na dachu, węborek drewniany, bosak i każde 10 domów węborek skórzany oraz drabinę przewoźną – wszystkie te narzędzia znajdują się w stanie dobrym, do użytku zdatnym prócz jednej sikawki ręcznej, która przy rewizyi zniszczona została – Beczki zaś do rozwożenia wody dobre, obręczami żelaznemi okute na kołach zielono pomalowane w liczbie sztuk cztery sprawione sa kosztem Kassy Ekonomicznej i pomieszczone w szopie nowej, na skład narzędzi Ogniowych wybudowanej kosztem tejże Kassy – Szopa ta jest z drzewa rżniętego, na podmurowaniu, wewnątrz wybrukowana, dach kleńcami drewnianymi kryty, zamknięcie należyte –

 

Sikawka małego kalibru, podług polecenia Rządu Gubernialnego płockiego sprawiona jest kosztem Kassy Ekonomicznej w zakładach hr. Andrzeja Zamojskiego w Warszawie lecz dopiero co wykończona jeszcze nie jest sprowadzoną –

 

Studni publicznej żadnej niema, lecz zbudowanie trzech prywatnych  w podworcach Mieszkańców zarządzone zostało –

 

Sikawka wężowa większego kalibru z Magazynu Solnego pokazała się przy rewizji niezdatna do użycia jako zepsuta w cylindrze i rurze komunikacyjnej do tegoż – sikawka ta długi czas nie jest zreperowaną, z powodu nie zatwierdzenia auszlagu na koszta o co przedstawienie Budowniczego Powiatu przeszło już od roku uczynił – wąż większy i mniejszy jest także przez czas zepsuty –

 

Na tem protokół ukończony, podpisany został

Burmistrz M. Weber                             j-w B. Aleksandrowicz

 

 

Władze wyciągnęły wnioski z kontroli protokołu bobrownickich narzędzi ogniowych i jak sadzić można „sikawka wężowa większego kalibru” należąca do magazynu solnego została naprawiona. Świadczy o ty wydarzenie, do którego doszło dziesięć lat później: 26 września 1868 r. zapaliła się znajdująca się w centrum miasta stodoła należąca do księdza proboszcza. Całe miasto z pewnością by spłonęło gdyby nie dwie sikawki, jedna miejska, przenośna i druga „skarbowa kalibrowa” duża należąca do magazynu solnego, którą kilka minut po wybuchnięciu pożaru własnymi końmi przywiózł ówczesny pisarz solny bobrownicki były kapitan sztabowy Edward Orzeszkowski. Ogień został ugaszony a magistrat wystąpił o przyznanie pisarzowi Orzeszkowskiemu 15 rubli srebrnych nagrody, którą dzielny były kapitan otrzymał.

 

Rok następny przyniósł Bobrownikom diametralna zmianę. Zostały one pozbawione praw miejskich i w roku następnym 1870 nowo utworzona gmina Bobrowniki przejęła byłe już miasto zamienione w osadę a wraz z nią należące do niego narzędzia ogniowe.

 

Ukaz „O urządzeniu gmin wiejskich” w Królestwie Polskim z dnia 19 lutego (2 marca) 1864 roku, na podstawie którego zorganizowano gminę Bobrowniki obarczał wójtów odpowiedzialnością za stan bezpieczeństwa pożarowego i  wdrażania w życie istniejących oraz nowych przepisów je regulujących. Uzupełniać wójta w tych sprawach miała straż ziemska, nowo powołana formacja policyjna, dla której 7 (19) grudnia 1866 r. Namiestnik Królestwa Polskiego zatwierdził instrukcję dla jej niższych stopni wprowadzającą obowiązek czuwania jej organów nad przestrzeganiem przez ludność przepisów przeciwpożarowych. Bobrownicki uczastok  czyli rejon straży ziemskiej obejmował tereny gmin Osówka i Bobrowniki.

 

W dalszym jednak ciągu zakresie przygotowania do walki z ogniem najwięcej zależało od rządów gubernialnych podejrzliwie traktujących wszelkie społeczne inicjatywy. W guberni płockiej poprawa stosunku władz do problemów ochrony  pożarowej nastąpiła za rządów gubernatora płockiego Sergiusza Tołstoja, który kierował nią w latach 1879 – 1884. Był on jednym z nielicznych gubernatorów, o którym dobrą pamięć zachowali ówcześni mieszkańcy Płocka i guberni.

 

Aby poprawić skuteczność walki z ogniem i zmusić ludność do niesienia sąsiedzkiej pomocy w razie pożaru, władze gubernialne podzieliły powiaty na „okręgi ogniowe”. O zmianach tych pisał Kurier Warszawski w 1881 r.:

 

„wsie i miasteczka, należące do pewnego okręgu, mają się wzajemnie ratować w wypadku pożaru. Innymi słowy, w guberni płockiej zapanował ten nieznany w naszym kraju obyczaj, że: gdy Gaweł dotknięty jest klęską ognia, wówczas sąsiedzi jego Piotr i Paweł muszą śpieszyć mu na ratunek.”

 

Zmiany te nie przyczyniły się jednak do powiększenia bezpieczeństwa pożarowego.  W Królestwie Polskim pod koniec XIX w. Ilość pożarów wzrastała i w latach 1892 – 1913 na terenach polskich pod zaborem rosyjskim było ich 95 110 a wartość budynków, które spłonęły  pomiędzy 1901 a 1910 rokiem wyniosła astronomiczna sumę 36 689 641 rubli.

 

W Bobrownikach według niepełnych danych w latach 1893 – 1899 doszło do 11 pożarów, a straty z tego powodu sięgnęły sumy blisko 5 tys. rubli.

 

W roku 1893:  16 lipca spłonęły  trzy obory i stajnia należące do bobrownickich rolników, 11 sierpnia z powodu nieznanej przyczyny spalił się dom Andrzeja Fryca.

W 1894 r. 21 czerwca spaliły się dom i stodoła należące do Ignacego Cieślińskiego.

W 1895 r. 5 kwietnia w Piaskach bobrownickich spłonął dom i obora Michała Bonkowskiego, a 19 maja w Bobrownikach spaliły się stodoła i obora należące do Antoniego Pykińskiego. Tego samego roku 18 sierpnia uległ pożodze młyn, którego właścicielem był Szymon Tejkowski.

W 1896 r. spłonął dom i obora Hieronima Gutowskiego.

W 1898 r. 11 lutego na Polu Bobrownickim przez nieostrożne obchodzenie się z ogniem spalił się dom i obora, których właścicielem był Jan Piotrowski, 13 sierpnia spłonął w Bobrownikach dom mieszkalny należący do Andrzeja Kliana a 9 września spaliło się siedem stodół i spichlerz należące do bobrownickich rolników.

W 1899 r. 22 kwietnia na rumunku Bobrowniki spłonął dom i stodoła własności Franciszka Grzywińskiego, który w czasie pożaru uległ poparzeniom i w ich konsekwencji zmarł.

Ostatnie, znane dane o pożarach nawiedzających Bobrowniki i ich okolice pochodzą z 1903 r. 9 marca spaliły się cztery stodoły należące do miejscowych rolników a 15 sierpnia spłonęła szopa służąca do suszenia cegły będąca własnością parafii bobrownickiej.

 

Liczne pożary cyklicznie nawiedzające Bobrowniki pokazały, że tradycyjne formy walki z tym żywiołem, nie zmieniane od wielu lat i polegające głównie na udziale w akcji ratowniczej przypadkowo zebranych przy pożarze mieszkańców osady, nie spełniają zamierzonej roli i wymagają wprowadzenia nowych środków w walce z "czerwonym kurem".

 

W.Buller